Wytrącony z równowagi

Podczas porannego spaceru ulicami Nowego Jorku zaczepił mnie mężczyzna. Nadgorliwy wyznawca swojej religii z ogromną ilością ulotek w ręce i jeszcze większą książek za plecami. Zaczął pytać o stan mojej wewnętrznej równowagi. Odpowiedziałem mu, że nie mogę narzekać. Reszta rozmowy wyglądała tak:

– Jakimi zasadami kierujesz się w życiu?
– Różnymi
– Wiesz, jak zadbać o swoje zdrowie?
– Zapewne nie chodzić do lekarzy.
– Wiesz, jak obchodzić się z pieniędzmi?
– Na pewno nie chodzić do lekarzy.
– Wiesz, jak powiedzieć nie?
– Zabawne, że o to pytasz! – to powiedziawszy odszedłem, bowiem kolejne 3 sekundy wytrąciłyby mnie z mojej dotąd nienagannej, wewnętrznej równowagi.

No właśnie, równowagi. Stanu, jakże błędnie postrzeganego i trenowanego. Berety, piłki bosu, piłki szwajcarskie i inne zabawki. Cuda techniki wyglądem oraz użytecznością coraz częściej przypominające zawartość podłogi w przedszkolnej sali zabaw. Narzędzia, na widok których ich wielbiciele muszą wstydliwie zasłaniać intymne obszary swoich ciał.

 

CZYM JEST RÓWNOWAGA?

Na pewno słyszeliście kiedyś o takim pojęciu jak środek ciężkości. Wzór na znalezienie go wygląda następująco:

Jak widzicie, jest on banalnie prosty i żeby go zrozumieć nie trzeba wiele – wystarczy doktorat z fizyki kwantowej i 30 lat życia spędzonego w zamkniętym laboratorium z nosem w grubych książkach. Nie będę was oszukiwał: gdyby ktoś powiedział mi, że to przepis na ciasto, też bym uwierzył.

Środek ciężkości człowieka znajdującego się w pozycji stojącej znajduje się w okolicach miednicy. Nie jest on jednak nieruchomy i zmienia swoje położenie w zależności od pozycji ciała, czy dodatkowego obciążenia, które jest na nie nakładane.

Jako, że na co dzień mamy do czynienia z grawitacją oraz ewolucyjnie zostaliśmy predysponowani do utraty zębów poprzez czekoladę i bójki, a nie wywracanie się bez powodów, nasze ciało dąży do stabilizacji, która możliwa jest tylko wtedy, kiedy środek ciężkości (gdziekolwiek by się znajdował) znajdzie się nad punktem podparcia.

Równowaga więc, to umiejętność utrzymania środka ciężkości w pionowej linii nad środkiem punktu podparcia. Stojąc, będzie to środek stopy. Każde odchylenie od tej płaszczyzny będzie skutkowało zaburzeniem równowagi, do której powrót będzie możliwy dzięki sile mięśni. Spróbujcie teraz wstać z kanapy i bez odrywania stóp od podłoża wyjść ciałem jak najbardziej w przód (niczym Michael Jackson), a następnie jak najdalej w tył (tak, jak w tej zabawie, w której zdradziecko obiecywano, że zostaniecie złapani). Co się stało? Wasz środek ciężkości znacząco oddalił się od punktu podparcia, więc mięśnie bezwarunkowo napięły się, aby przywrócić ciało do optymalnej pozycji. Chcecie się naprawdę o tym przekonać? Zróbcie dzisiaj katorżniczy trening, który doprowadzi wasze ciało do potężnych zakwasów, a za dwa dni wsiądźcie do autobusu, który jakiś psychicznie chory, bądź wyjątkowo pijany wariat, pomylił z bolidem formuły 1. Jeżeli kierowca niespodziewanie zahamuje, a wy niczego nie będziecie się przytrzymywać, wasze ciało zawyje z bólu. Nie dlatego, że rozbijecie głową przednią szybę (to też), ale dlatego, że wasze zakwaszone mięśnie instynktownie napną się abyście mogli utrzymać równowagę.

 

UWAGA, LECĘ!

Człowiek brak równowagi wyczuwa dzięki układowi przedsionkowemu, układowi wzrokowemu oraz układowi somatosensorycznemu, w którego skład wchodzi „czucie głębokie”.

Wszyscy trenerzy stawiając swojego podopiecznego na bosu twierdzą, że trenują równowagę i wyżej wspomniane czucie głębokie, żeby zwiększyć rekrutację jednostek motorycznych. Co nawet ma sens. Wystarczy jedynie zrobić zupełnie na odwrót.

Pomijając piłkarzy, którzy podczas każdego meczu są głównymi aktorami wyreżyserowanej przez siebie sztuki o nazwie: „Przewracam się bez powodu i zwijam się z bólu udając, że przeciwnik wylał mi na twarz wiadro żrącego kwasu „, większość sportowców nie upada na ziemię biegnąc / idąc / stojąc przed tym w miejscu. Nie mają zatem problemów z propriocepcją. Mają za to problem z odpowiednim poziomem siły, który pozwoliłby im przeciwdziałać zaburzeniom równowagi. Im silniejsze mięśnie, tym łatwiej jest nam utrzymać równowagę. Wiecie dlaczego tak wiele starszych osób upada? Nie dlatego, że dopiero kiedy ich twarz znajduję się 3 centymetry od ziemi zauważają to myśląc: „cholera, chyba zaraz upadnę”. Upadają dlatego, że ich środki ciężkości znajdują się zbyt daleko od punktu podparcia, a ich zbyt słabe ciała nie są w stanie temu przeciwdziałać.

 

DLACZEGO MOJE MIĘŚNIE GRAJĄ W POKERA?

Ćwiczenia na bosu, beretach i innych cyrkowych atrybutach sprawiają, że jesteś lepszy w tych ćwiczeniach. I tylko tyle. Nie ma to przełożenia na boisko, ring, na bieżnie ani na murawę. Nawet na spacer chodnikiem. Wpływają również negatywnie na produkcję mocy względem podłoża, co jest podstawą nie tylko w sporcie, ale i w życiu, kiedy goni was wygłodniały pies sąsiada, a wam z rąk wypadają jabłka.

Poza tym na litość boską, chcecie mi powiedzieć, że gdy lądujecie, a wasze ciała poddawane są olbrzymim przeciążeniom, stanie na gumowej piłce zabezpieczy was przed kontuzją bardziej, niż przysiad bułgarski ze 150 kilogramami na plecach? I że podczas owego przysiadu z tak ciężką sztangą, mięśnie głębokie nie są aktywowane? To co się z nimi dzieje? Poszły grać w pokera i wracają tylko wtedy, kiedy właściciel zamienia się w klauna?

Nawet jeśli założymy na potrzebę tekstu, że stanie na bosu zwiększa propriocepcje bardziej, niż ciężkie ćwiczenia wielostawowe (co jest kłamstwem), to co z tego? Ciało może zrekrutować do pracy wszystkie swoje mięśnie, a nawet mięśnie sąsiada, ale jeżeli będą słabe, to nie uratują swojego właściciela przed upadkiem. Gdybyście mogli zobaczyć przestępcę w odległości 100 metrów od siebie trzymając w rękach balon (bosu), a zobaczyć go o 10 metrów bliżej, ale mieć do dyspozycji karabin (trening siłowy), co byście wybrali?

Na uczelniach w Stanach nie widziałem ani beretów, ani bosu. Widziałem za to wielu wspaniałych, sprawnych i zdrowych sportowców.