NFL Combine, czyli czy lubi Pan chłopców?

W kraju hamburgerów, czapek z daszkiem i wuja Sama, odbył się niedawno NFL Combine. Wydarzenie, które rokrocznie transmitowane jest na kilku kanałach ogólnokrajowej telewizji i które przyciąga przed telewizory miliony widzów, można porównać do rozmowy kwalifikacyjnej. 32 pracodawców (bo tyle jest klubów w lidze NFL) zaprasza do jednego miejsca około 300 najbardziej perspektywicznych uniwersyteckich zawodników. Następnie rozdają im ponumerowane ubrania i wystawiają na szereg różnych testów, które mają w jak największym stopniu ich zdefiniować.

Podczas kilku dni przeważają testy fizyczne, co nie może dziwić, bowiem najbardziej pożądanymi cechami kandydatów – w zależności od pozycji – jest siła, szybkość, zdolność do łapania i rzucania piłki oraz odporność na przyjmowanie ciosów i ich zadawania, a nie wybitne zdolności do recytowania poezji, pieczenia ciast i rozwiązywania krzyżówek z ponadprzeciętną szybkością. Nie zmienia to faktu, że na NFL Combine odbywa się również spora liczba różnorodnych testów psychologicznych i behawioralnych, a te wzbudzają coraz więcej pytań i wątpliwości.

W trakcie tegorocznej edycji, jeden z kandydatów wszedł do pomieszczenia, gdzie z ust osób tam przebywających (członkowie drużyn) padło pytanie, czy jest gejem. Po zakończeniu spotkania, udał się do kolejnego pomieszczenia, gdzie z kolei usłyszał: „Słyszeliśmy, że Twoja matka sprzedawała swoje ciało. Jak się z tym czujesz?” Nie wiem, w ilu jeszcze był pomieszczeniach i o co go pytano, ale po zakończeniu tej farsy stanął przed kamerą i powiedział: -Było to całkiem dziwne, ale koledzy, którzy wcześniej brali udział w tym wydarzeniu opowiadali mi, jak to wygląda, więc w zasadzie dokładnie tego się spodziewałem. Później poszedł do domu nie trzymając za rękę kolegi i nie mijając pod latarnią swojej matki.

Po wszystkim opinia publiczna w Stanach zawrzała. Cześć osób zaczęła w złości marszczyć brwi i podważać zasadność zadawanych pytań, które w ich mniemaniu były łamaniem praw obywatelskich młodego człowieka. Ich przeciwnicy – w bezruchu swych brwi – oponowali za słusznością zabiegu, przypisując pytaniom funkcję narzędzia sprawdzenia reakcji, a nie wydania oceny.

Kto ma rację?

 

FUTBOLIŚCI, CZY FRYZJERZY?

Szczerze wątpię, żeby sztab szkoleniowy rzeczywiście interesowała odpowiedź na te pytania, a to dlatego, że na długo przed NFL Combine zawodnicy są intensywnie obserwowani. Podczas mojego pobytu na Uniwersytecie w Luizjanie co chwile pojawiali się różni ludzie, których łączyły dwie cechy – zbyt częste wizyty w McDonaldzie oraz ołówki, które skrywały się za ich uszami i które momentalnie pojawiały się w dłoni zawsze wtedy, kiedy widzieli interesującego ich zawodnika. Nie wierze więc, że w notatnikach skautów – które bardziej przypominają akta, niż zapiski – znajdują się dokładne informację o ocenach z każdego egzaminu, wszystkich wykroczeniach oraz rozmiarze dłoni co do milimetra, a nie są w stanie zdobyć informacji o upodobaniach seksualnych kandydata. Załóżmy jednak, że są niekompetentni i zapomnieli zapytać. Jak myślicie, jakie jest prawdopodobieństwo, że gracz jednego z najbardziej agresywnego sportu jest gejem?  To tak jakby zapytać wegan i fryzjerów, czy lubią kobiety. Odpowiedź jest oczywista.

Pytania musiały być zatem zadane z premedytacją, aby zobaczyć reakcję młodego człowieka. Tylko jaką reakcję? Miał wstać, złapać za czyjąś łysiejącą głowę i przebić nią ścianę, aby udowodnić, że potrafi bronić „swoich” i nie pozwoli, żeby ktoś obrażał jego bliskich? Czy może skwitować to jedynie krzywym uśmiechem, bez wykazywania przy tym większych emocji? I czy którejkolwiek opcji by nie wybrał, to można ją określić mianem naturalnej/realnej w momencie, kiedy spodziewał się, że wchodząc do tego pokoju będzie poddany dokładnie takiemu testowi?

 

GORDON RAMSEY I KOSZ NA ŚMIECI

Futbol, piłka nożna, koszykówka, sporty walki, tenis i wiele innych. Wszystkie te sporty łączy jedno – nigdy nie wiesz, jak zachowa się przeciwnik. Możesz próbować to przewidzieć, czy to dzięki doświadczeniu, czy dzięki dokładnej analizie oponenta, jednak nigdy nie masz stu procentowej pewności. Jedną z cech, która wyróżnia najlepszych zawodników swoich dyscyplin jest umiejętność szybkiej i trafnej reakcji w odpowiedzi na zachowanie przeciwnika. Jest to również jeden z powodów, ze względu na który wybitni sprinterzy nie poradziliby sobie – dajmy na to – w piłce nożnej. Ścigając się na bieżni wiesz, czego możesz się spodziewać. Masz moment startu, przejścia w pełną prędkość etc. Wiesz również, że prawdopodobieństwo na to, że na Twoim torze niespodziewanie pojawi się kubeł na śmieci jest mniej więcej takie, jak to, że następnym razem na Orlenie osobą pytającą „Jakie sosy do hot doga?” będzie Gordon Ramsey.

Dlatego przekopując się przez kolejne setki niezwykle utalentowanej młodzieży, celem skautów podczas NFL Combine powinno być wystawienie ich na próbę, która będzie dla nich na tyle nieprzewidywalna, aby realnie oddała behawioralne skłonności badanej jednostki w kontekście sportu, który uprawia. Mimo dobrych chęci, pytania o skłonności seksualne, rodzaj wykonywanej pracy rodzica, ani żadne inne nie załatwi sprawy. To dlatego, że zadawane są podczas tygodnia, na który zawodnicy są zapraszani i podczas którego są wyjątkowo skupieni, żeby nie zrobić, albo nie palnąć czegoś głupiego.

Czy właśnie nie tak wyglądają rozmowy kwalifikacyjne? Przypomnijcie sobie swoje. Założę się, że wasze zachowanie podczas nich różniło się znaczne od waszego zachowania na codzień. Od tego, jacy naprawdę jesteście i od tego, jak zareagujecie, kiedy będziecie musieli pokierować się instynktem i nie będziecie mieć czasu na wejście w wymyśloną przez siebie rolę.

 

A MOŻE BY TAK…

W związku z tym, skoro skauci i tak jeżdżą po kraju mierząc długość palców przyszłych graczy, mogliby od razu sporządzić ich profil psychologiczny. To proste. Wystarczyłoby, żeby przed wizytą na uniwersytecie ubrali cywilne ubranie, poszli do sklepu i wepchnęli się w kolejkę przed zawodnika. Albo jeszcze lepiej, mogliby iść do tej samej restauracji i zbyt często spoglądać jego dziewczynie na biust. Nie dość, że szybko uzyskaliby odpowiedź na pytanie, jak naprawdę zachowuje się potencjalny kandydat w chwili irytacji(w końcu nie wiedziałby, kim jest człowiek spoglądający na jego kobietę, wiec potraktowałby go na podstawie jego zachowania – stary zboczeniec; a nie na podstawie stanowiska – przyszły pracodawca), to w dodatku mogliby poszczycić się najwspanialsza pracą ze wszystkich. A przynajmniej do chwili, w której ich łysiejąca głowa nie znalazłaby się na ścianie.