Maski treningowe

Nie wiem kiedy czytacie ten tekst, dlatego zacznę go od neutralnego „Jakiś czas temu”. Jakiś czas temu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozbiła świnkę skarbonkę, wyciągnęła kilka miedziaków i za 100 milionów euro zakupiła – szacowaną na wartość 10 miliardów złotych – kolekcję zbiorów muzealnych książąt Czartoryskich. Zbiór ten, to ponad 300 tysięcy obiektów, w tym obraz okropnie nieurodziwej kobiety trzymającej coś, co przypomina ogolonego z sierści jamnika.

Założę się, że nabywcami były osoby, które chodzą w niedziele poranki do centrum handlowego i kupują każdy produkt, który oznaczony jest naklejką „przecena”. Nawet, jeżeli są samotnymi mężczyznami w średnim wieku, a produkt po obniżce to rajstopy. Tymczasem Adam Czartoryski, który – podobnie jak my – musi czasem zejść po coś do garażu, miał już dość zawadzających mu zakurzonych kartonów. Wymyślił więc sobie, że książki pełne nieczytelnych stron, na których tusz wyblakł od piwnicznej wilgoci oraz rysunki wyglądające na pracę chorych na parkinsona uczniów szkoły podstawowej są warte 10 miliardów, ale sprzeda ja za bezcen. Zakupoholik oczywiście na to przystał, po czym doszło do podpisania stosownych dokumentów, podczas którego obu stronom w głowie towarzyszyła myśl „co za frajer”. Słuszna jednak tylko w jednym przypadku.

Nie były to może najrozsądniej wydane pieniądze, jednak jestem w stanie to zrozumieć. Podobnie zresztą jak zakup prawie wszystkiego: setnej pary butów, jadalnych majtek, pamiątek z nad morza, samochodów z Niemiec z przebiegiem 5 tysięcy kilometrów, odlewu szczęki aktora Jamesa Woodsa, a nawet mięsa jednorożca z puszki (sprawdziłem, można kupić je na ebay’u; smakuje jak „kurczak z rożna”). Jednak znajdując się w odległości mniejszej niż 100 kilometrów od kogoś zaopatrującego się w maskę treningową, mam nieodpartą ochotę wyjąć sobie przez nos jelito i zdzielić go nim po czerepie z wyraźną satysfakcją. Wyjątkiem jest Brad Pitt. Jeżeli jesteście wyjątkowo przystojni i bogaci, zdobyliście Oscara oraz dziesiątki innych prestiżowych nagród, wszyscy was uwielbiają, a jednym waszym zmartwieniem są otarcia na genitaliach od zbyt częstego uprawiania seksu z najładniejszymi kobietami na świecie, wtedy – bądźmy szczerzy – możecie robić co chcecie.

 

A GDYBY TAK…

Wszystko zaczęło się od zawodowych sportowców. Przez kolejne lata zastanawiali się, jak mogą podnieść swoją wydolność na jeszcze wyższy poziom. Zamiast ograniczyć wyjścia, picie i wciąganie, kolejno: na prostytutki, alkoholu i narkotyków, postanowili, że poddadzą się działaniu hipoksji wysokościowej i zaczną trenować w górach, gdzie ilość cząsteczek tlenu jest znacznie mniejsza na skutek obniżenia ciśnienia atmosferycznego. Oznacza to, że ciało musi pracować nie mniej intensywnie, niż niewolnik smagany włosiem bata na plantacji bawełny, aby otrzymać odpowiednią ilość cząsteczek tlenu z wdychanego powietrza. Z biegiem czasu Ci, którzy trenują na wysokościach dostosowują się do mniejszej ilości tlenu, skuteczniej oddychając oraz zwiększają ilości hormonu o nazwie Erytropoetyna. Po powrocie na normalną wysokość powinni być bardziej wytrzymali, niż dziecko Haile Gebrselassie i Kenenisa Bekele. Przynajmniej tak twierdzą odpalając kolejnego papierosa.

 

ABSTRAKCJE

Obserwując ten trend, ktoś poklaskał w swoje tłuste łapki i wpadł na pomysł, że można na tym zarobić trochę dolarów. Stworzył więc maskę, która ma imitować trening na wysokościach, poprzez utrudnienie oddychania idiocie, który ją kupił. Jednak w przeciwieństwie do treningu bliżej Boga, ilość cząsteczek powietrza się nie zmienia, więc płuca nie dostosowują się do takiego treningu, nie poprawiając równocześnie możliwości wysiłkowych organizmu. Nawet na oficjalnej stronie maski, można przeczytać małym drukiem że nie zmienia ona poziomu wdychanego tlenu.

– Dzień dobry
– Dzień dobry
– Chciałbym kupić maskę do treningu
– Proszę bardzo. Oto nasz najnowszy model za sto milionów dolarów. Na odwrocie opakowania może Pan przeczytać o niezliczonej ilości zalet, które ofiaruje nam ta maska. Oczywiście wszystko to brednie i maska nie działa.
– Wezmę dwie.

Bądźmy szczerzy, większość ludzi nawet bez maski nie potrafi poprawie oddychać oraz ma wady postawy, co jest jednym z powodów nadmiernego wysiłku mięśni oddechowych. Dodając do tego maskę, która powoduje że nie można normalnie oddychać, staje się to tak abstrakcyjne, jak oblewanie urodzin dziecka bezalkoholowym szampanem. Tak nonsensowne, jak podnoszenie podatków na książki, aby zebrać pieniądze na program rozwoju czytelnictwa i jego promocje (autentyk). Tak niedorzeczne, jak ubieranie przez młode kobiety staników. No prawie tak niedorzeczne.