Józef Wybicki i martwy ciąg

Pamiętacie obiady czwartkowe? Było to tak: Staszek Poniatowski, nie potrafiąc wytrzymać we wstrzemięźliwości do weekendu, za namową innego alkoholika, Adama Czartoryskiego, organizował na swoim kwadracie typowo studenckie balangi – bo w tygodniu. Pod przykrywką spotkań intelektualistów polskich, sprowadzali sobie panienki i inteligentnie ściągali im majtki – bo przez nogi. Wieść o tym rozeszła się po Państwie Polskim szybciej, niż Crocsy w Lidlu – bo promocja, dzięki czemu chętni walili drzwiami i oknami. Jak już skończyli walić, wychodzili ze swoich domów i szli pod zamek z nadzieją, że przejdą rygorystyczną selekcję. Nie myślcie jednak, że wystarczyło wskoczyć w lakierki zamiast trampków i sprawa załatwiona – należało legitymować się wybitnymi osiągnięciami, zaliczać się do elity intelektualnej kraju, posiadać aktualne badania przeciwko chorobom wenerycznym i jeszcze kilka innych wysoko pożądanych cech. Spotkania były elitarne do tego stopnia, że Józefowi Wybickiemu tylko sporadycznie udało się dostać do środka. Rozumiecie? Józefowi Wybickiemu!!! Jak bardzo wyjątkowa musi być Twoja balanga, żeby nie łapał się na nią nawet autor hymnu?

„A ch.. wam w dupę!!!” – co tydzień dałoby się słyszeć z jego ust, ale jako, że nie wymyślono jeszcze wtedy niektórych niewymienionych wyżej słów, najczęściej odchodził ze smutkiem i głębokim żalem wypisanym na twarzy.

Można zadać pytanie, dlaczego takie złote stworzenie, było dla gospodarzy tym, czym dla polityka jest dobro kraju? Otóż problem nie stał, nie siedział, a nawet nie leżał w Józku, tylko…w jego fryzurze. Każdy z biesiadników był dumnym posiadaczem homoseksualnej peruczki, kiedy Józek, nie poddawszy się panującej modzie na upodabnianie się do kobiet, był niemniej dumnym posiadaczem zakol nieprzykrytych niczyim kotem. Wciąż odprawiany z kwitkiem, Józek został oceniony powierzchownie, chociaż nikt nie zadał sobie trudu, a może i nawet łatwości, żeby go poznać i dowiedzieć się, że generalnie fajny z niego gość.

Od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu. Dziewczęta na szkolnych dyskotekach zaczęły jeść pigułki antykoncepcyjne zamiast miętówek, na nogach zamiast worków po kartoflach, pojawiły się jeansy, a w naszych domach rozbłysnął blask żarówki. Mimo tego, wciąż w każdej dziedzinie życia można odnaleźć Józka, ojca 30-ciorga dzieci snującego się w ciemności bez spodni. Nie inaczej podczas treningu, gdzie tytuł najbardziej pomijanego, niezrozumiałego i krytykowanego ćwiczenia nieprzerwanie dzierży martwy ciąg.

 

AMAZONKI I GRZYBOWA

Ofiary nieudanej ewolucji, swoimi piskliwymi głosikami jednogłośnie krzyczą, że wykonywanie martwego ciągu niczym nie różni się od zakładania plecaka pełnego granatów bez zawleczek, a jeśli zignorujesz ich rady, gdzieś na świecie umrze mały szczeniaczek. Powiem wam coś – pod moim oknem co wieczór szczeka jakiś cholerny kundel, a plecak nie jest wypełniony granatami, tylko viagrą, a wy właśnie znaleźliście się na wyspie pełnej pijanych amazonek.

Gdy zawiązujesz buty, musisz zrobić martwy ciąg. Gdy podnosisz z ziemi kanapkę, która spadła dżemem do spodu, musisz zrobić martwy ciąg – i to szybko, bo w 3 sekundy. Gdy przeszukujesz bęben pralki w poszukiwaniu zaginionej skarpetki, musisz zrobić martwy ciąg. Gdy idziesz na grzyby i znajdujesz pięknego podgrzybka brunatnego, to nie dość, że musisz zrobić martwy ciąg, to jeszcze tego samego dnia zupę.

Nasze ciało jest zbiorem dźwigni (stawów), których używamy, aby móc funkcjonować w środowisku i które są uzależnione w głównej mierze od siły mięśni. Jeżeli ugniesz tylko staw łokciowy, to jedyne co będziesz mógł zrobić w tej chwili, to wyprostować staw łokciowy. Nie wyniesiesz śmieci, nie zagrasz na pianinie, ani nie zbałamucisz w barze żadnej panny, gwarantuję. Aby więc wykonać chociażby najdrobniejszą życiową czynność, należy użyć wielu stawów i mięśni jednocześnie, których siła podczas wspólnego oddziałowywania jest o wiele większa, niż suma ich sił użytych pojedynczo. Czy ma więc sens opieranie planu treningowego na siedzeniu na maszynie i izolowanie jednego stawu i kilku mięśni z kilkuset którymi dysponujemy? Pewnie tak, jeżeli jesteś kulturystą. Ale w takim wypadku sens ma również kupno żonie mieszkania w centrum, żeby mogła się w nim spotykać ze swoim kochankiem, który nie ma impotencji.

 

K**** I KOMEDIE ROMANTYCZNE

Martwy ciąg jest ćwiczeniem wielostawowym. Aby podnieść tę cholerną sztangę musicie użyć blisko 85% mięśni. A zarówno to, jak i sama natura ćwiczenia powodują, że jest ono nie mniej uniwersalne, niż słowo „kur..” do wyrażania emocji. W związku z tym, jeżeli:

1) zjadłeś/zjadłaś dwa hamburgery za dużo, a kibice widząc Twoje popisy na boisku zastanawiają się, jak udało Ci się połknąć podczas rozgrzewki piłkę, to spal wszystkie TRXy, na których do tej pory ćwiczyłeś i złap na sztangę. Z Twoim metabolizmem jest tak, jak ze zjeżdżaniem z górki na rowerze – im więcej mięśni zaangażujesz, tym górka z której zjeżdżasz będzie coraz bardziej stroma i tym szybciej będziesz jechać, a im szybciej będziesz jechać, tym więcej kalorii spalisz.

2) bolą Cię plecy, bo po treningu cały dzień siedziałaś przed komputerem i oglądałaś komedie romantyczne, to jest nadzieja. Oczywiście nie dla Ciebie, bo skoro oglądasz cały dzień komedie romantyczne, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że masz kota. Jeśli natomiast masz kota, to istnieje jeszcze większe prawdopodobieństwo, że mówisz do niego jak do dziecka, wszystko dla niego poświęcasz i traktujesz go jako opiniodawce Twoich potencjalnych partnerów. Dlatego właśnie oglądasz komedie romantyczne. Regularne wykonywanie martwego ciągu, dzięki wzmacnianiu dolnego odcinka pleców i mięśni posturalnych, zapobiega występowaniu bólu w tym właśnie odcinku.

3) musisz skakać, biegać, atakować, serwować, uderzać i bronić to martwy ciąg sprawi, że będziesz niczym Clark Kent po wbiegnięciu do budki telefonicznej. Nawet lepiej, bo nie będziesz musiał zakładać majtek na spodnie. Zwiększy się Twoja koordynacja nerwowo-mięśniowa między górną, a dolną kończyną, co zwiększy Twoją moc, a im jesteś w stanie wytworzyć większą moc, tym możesz szybciej wykonywać niezbędne czynności. Zabezpieczy Cię również przed kontuzjami, niczym prezerwatywa nierozsądnych nastolatków, poprawiając koordynację w biodrach i kolanach (szczególnie jeżeli mówimy o zerwaniu ACL).

4) jesteś już emerytowanym sportowcem, masz sto lat i osteoporozę, martwy ciąg, dzięki odpowiedniemu obciążeniu Twojego szkieletu, spowolni spadek mineralizacji i gęstości Twoich kości. Dzięki temu istnieje szansa, że każdy Twój upadek w podeszłym wieku nie skończy się rozbiciem czaszki.