CZY TE OCZY MOGĄ KŁAMAĆ?

Czas reakcji jest równie ciekawym, co przysparzającym wątpliwości tematem. Niby każdy wie, że jest on istotny, jednak nie do końca potrafimy umiejscowić go w hierarchii determinantów sportowego sukcesu: innymi słowy, czy jest on dla sportowca tym, czym dla uczestniczki konkursu piękności uroda, czy może tym, czym dla tancerza wygodne majtki. Nieścisłości budzi też forma jego treningu, która albo sprowadza się do pozbawionego założeń i specyfiki biegania za zapalającymi się światłami, lub po prostu wykonywania sprintów w myśl założenia, że skoro zawodnik potrafi szybko biegać, to również szybko będzie potrafić zareagować (bądź swoją szybkością nadrobi ewentualne braki w czasie reakcji).

Aby rozwiać wątpliwości, spójrzmy na kilka najpopularniejszych sportów: W piłce nożnej, piłce ręcznej, siatkówce, koszykówce, football’u, czy tenisie zawodnik reaguje przede wszystkim na to, co dzieje się z piłką, ale również na to, jak zachowuje się przeciwnik. Sporty walki, takie jak MMA, zapasy, boks, czy jiu jitsu, mimo, że pozbawione dodatkowego akcesorium, opierają się o takie samo założenie, bowiem działanie zawodnika jest reakcją i wynika bezpośrednio z zachowania przeciwnika : czy opuścił gardę, czy wykonał taki rodzaj chwytu, czy wykonał zejście w nogi itd.

Czas reakcji jest równie ciekawym, co przysparzającym wątpliwości tematem. Niby każdy wie, że jest on istotny, jednak nie do końca potrafimy umiejscowić go w hierarchii determinantów sportowego sukcesu: innymi słowy, czy jest on dla sportowca tym, czym dla uczestniczki konkursu piękności uroda, czy może tym, czym dla tancerza wygodne majtki. Nieścisłości budzi też forma jego treningu, która albo sprowadza się do pozbawionego założeń i specyfiki biegania za zapalającymi się światłami, lub po prostu wykonywania sprintów w myśl założenia, że skoro zawodnik potrafi szybko biegać, to również szybko będzie potrafić zareagować (bądź swoją szybkością nadrobi ewentualne braki w czasie reakcji).

 

GŁUCHY TELEFON

Czas reakcji najprościej mówiąc, to czas, który upłynie od momentu zindentyfikowania bodźca (zachowanie przeciwnika, tor/prędkość lotu piłki itd.), do momentu, w którym wykonamy motoryczną czynność odnoszącą się do owego bodźca (wystawimy nogę/rękę, wyskoczymy w powietrze, zrobimy unik itd.).

Fundamentem mechanizmu „czasu reakcji” jest układ wzrokowy. Nie powinno być to żadnym zaskoczeniem – wyobraźmy sobie bowiem sytuację, kiedy macie wyjść na boisko, ring, czy też matę z zawiązanymi oczami. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że w tej sytuacje prawdopodobieństwo tego, że zwyciężycie są mniejsze, niż tego, że właśnie do waszej skrzynki na listy ktoś wrzuca kluczyki i dowód rejestracyjny do nowego porsche, zaparkowanego zaraz obok waszego domu.

A więc co się tak naprawdę dzieję, kiedy leci w naszą stronę piłka? Przypomina to trochę grę w głuchy telefon. Znacie tę zabawę z rodzinnych uroczystości, prawda? Zaczyna babcia Jadzia, mówiąc na ucho waszej cioci: „Małpka skacze po gałęzi, a brzuszek trochę ją swędzi”. Później ciocia mówi to dziadkowi, dziadek siostrze, a siostra tacie. Zakładając, że w grze bierze udział 8 osób, zdanie, a właściwie zbiór słów, który do was dociera, to „Deszcz pada , stół, śrubokręt”. Gdy dowiadujecie się, jakie zdanie zapoczątkowało zabawę, zastanawiacie się, który z członków rodziny jest tak smutnym imbecylem, żeby małpę pomylić ze śrubokrętem. W przypadku naszego mózgu i układu wzrokowego jest podobnie, z tą różnicą, że informacje przekazywane są szybko, precyzyjnie i bez udziału alkoholu.

Pierwszy etapem jest lokalizacja tejże piłki (bodziec zew.) przez siatkówkę oczu i jej fiksacja (rozpoznanie jej kształtu, odległości, prędkości). Zarejestrowana informacja dzięki uprzejmości nerwów wzrokowych oraz kilku innych elementów drogi wzrokowej trafia do naszego mózgu, a mianowicie wzrokowej kory potylicznej. Tu rozpoczyna się proces logistyczny, niczym z magazynu firm kurierskich. Sama kora, składa się z kilku obszarów, a każdy z nich odpowiedzialny jest za przetwarzanie różnych sygnałów wzrokowych (prym wiedzie tu obszar V1). Następnie, dwoma strumieniami, które nazywają się grzbietowy i brzuszny i które nie mają nic wspólnego ze wskazującymi na nie częściami ciała, informacje przenoszone są do płata ciemieniowego i skroniowego. Gdy już to się stanie, płat czołowy, z entuzjazmem którego nie powstydziłby się ksiądz chodzący od wiernego do wiernego z tacą, zbiera wszystkie informacje w kupę. W tym momencie do gry wchodzi kora motoryczna. Po otrzymaniu informacji, odsyłając informację/ polecenie ruch do rdzenia kręgowego, a stąd do konkretnych partii mięśniowych tak, aby zdążyć wystawić rękę i uniknąć kosztowej wizyty u dentysty spowodowanej lecącym z diabelsko szybką prędkością krążkiem hokejowym. (Gwoli ścisłości, następnie receptory czuciowe wysyłają informację, które płyną sobie przez ramię, i rdzeń kręgowy z powrotem do kory motorycznej i płata czołowego, aż do momentu, kiedy kora czuciowa otrzyma informacje, że krążek został złapany i organizm jest gotowy do wykonania kolejnej czynności). Wszystko to wydaje się zajmować całą wieczność, a w rzeczywistości jest procesem niezwykle szybkim – a przynajmniej takim powinien być.

 

SPRINTERZY VS. CAŁA RESZTA

Aby to wszystko stało się nieco jaśniejsze, niczym sprawny cyrkowiec, pożonglujmy przykładami. Sprinter biegnący na 100 metrów musi tylko raz zareagować na bodziec zewnętrzny (w tym wypadku poprzez narząd słuchu). Następnie przez niecałe 10 sekund biegnie w lini prostej, mając świadomość, że nic nieoczekiwanego w tym czasie się nie wydarzy. Dodatkowo musi zareagować na bodziec, spodziewając się go. Nie obserwuje się bowiem sytuacji, że po zakończonej rozgrzewce zawodnicy powoli zbliżają się do bloków, niektórzy jeszcze sobie podskakują w miejscu, a tu nagle ni stad, ni zowąd sędzia daje sygnał startu i wszyscy muszą ruszyć w kierunku mety. Sprawia to, że proces analizy jest łatwiejszy, niż w sytuacji bardziej chaotycznej. Dodatkowo, biegnąc przez niecałe 10 sekund (w sytuacji dłuższych dystansów ta tendencja jeszcze się powiększa), zawodnik ma paradoksalnie sporo czasu, żeby swoją szybkością biegu nadrobić ewentualne zaległości spowodowane czasem reakcji. Niech przykładem będzie tu Usain Bolt, który właściwie nigdy nie wychodził z bloków pierwszy, a wygrywał większość swoich biegów. W tym pamiętnym z MŚ w Berlinie, kiedy bił swój własny rekord świata, aparatura mierząca czas reakcji podała wynik 0.146. Z pozostałych 8 zawodników, tylko dwóch miało ją na gorszym poziomie. Nie miało to większego znaczenia, bowiem Bolt rozpędził się do 44.72 km/h.

W przeciwieństwie do sprintu, w większości wymienionych na początku tekstu sportów, zawodnik nieustannie musi reagować na bodziec zewnętrzny i podejmować decyzje, jak w danej chwili się zachować. Rzadko kiedy zdarza się, żeby mógł przebiec powyżej 20 metrów nie musząc w między czasie zareagować/podjąć decyzji. Na dobrą sprawę, w wielu z nich ten dystans to krótki, może i nawet 5 metrowe, interwałowe odcinki. Zawodnik musi dostosować tempo swojego biegu, swojego ułożenia ciała, zatrzymań, zmian kierunku. Nawet, jeżeli dzieje się to poniekąd podświadomie, on/ona musi nieustannie reagować. W takich sytuacjach, czas reakcji zaczyna mieć kolosalne znaczenie. Weźmy siatkarki grające w obronie. Raczej niespecjalnie często zdarza się, żeby któraś musiała przebiec 5 metrów w pogoni za piłką, bo są to zazwyczaj odcinki o wiele krótsze, ale dla zaokrąglenia przyjmijmy, że tak właśnie jest. Od momentu pojawienia się bodźca zewnętrznego, czas potrzebny na pokonanie tego odcinka to około 2s. Jak myślicie, jakim procentem tego czasu będzie sam czas reakcji (czas od pojawienia się bodźca, do działania motorycznego)? Średnio, jest to 38%! Dla porównania, czas reakcji Bolta to tylko 1,5% czasu z tego, w którym jest w stanie pokonać 100 metrów.

 

NAJSZYBSI

Pokazuje to nam dokładnie, że w przypadku krótkich dystansów(krótkiego czasu trwania działania), na którym opartych jest większość dynamicznych sportów, czas reakcji jest szalenie istotny i często zawodnicy, którzy osiągają najwyższą prędkość, wcale do finalnego punktu nie dobiegają jako pierwsi. Wyjście z tezą, że sportowiec, który potrafi najszybciej reagować na bodźce zewnętrzne będzie najszybszy w kompletnym tego słowa znaczeniu byłoby również mocnym nadużyciem, bo jeżeli będzie on mieć braki na poziomie szybkości poruszania się, wtedy na nic zda mu się błyskawiczny czas reakcji/refleks/timing, czy jakkolwiek inaczej ubrać by to w definicję. Wiedząc jednak, na jakiej dokładnie płaszczyźnie ma braki oraz zestawiając tę wiedzę z innymi informacjami, takimi jak m.in. charakter i specyfika danej dyscypliny, jesteśmy w stanie uefektywnić jego boiskowe poczynania.