10 trenerów przygotowania motorycznego w Polsce

Branża przygotowania motorycznego w Polsce od kilkunastu miesięcy przechodzi prawdziwy rozkwit. Sportowcy zaczynają rozumieć wartość pracy nad własnym ciałem, a nowi trenerzy pojawiają się niczym grzyby po deszczu. Tempo jest na tyle zawrotne, że można się w tym wszystkim pogubić. Dlatego, aby przybliżyć nieco tę branżę, przedstawiam 10 rodzajów trenera, z jakimi można się spotkać na polskim rynku przygotowania motorycznego.

 

1. Trener Fizjoterapeuta

Słowa takie jak prewencja, stabilizacja, mięśnie głębokie oraz core sprawiają, że wstydliwie musi zakrywać intymne części swojego ciała. Swoich podopiecznych, zawodowych sportowców, traktuje według takich samych standardów fizycznych, co 90-letnich pacjentów. Podobno jeszcze żaden zawodnik pod jego okiem nie poprawił swoich cech motorycznych.

Jego działania treningowe charakteryzuje kompletny brak sensu, a jego samego zarozumiałość i upodobanie do używania skomplikowanie brzmiących słów. Nie lubi agresji i głośnej muzyki, dlatego trening – a właściwie jego substytut – przebiega w atmosferze przyjaźni, dokładnie takiej jak ta, kiedy dwie przyjaciółki z dziećmi spotykają się na herbacie, aby opowiedzieć sobie o najwygodniejszym modelu podpasek i pączkowaniu kwiatów. Wszystko to przy lecącej w tle muzyce Michaela Buble.

 

2. Trener Badacz

Jest na bieżąco z każdym nowym badaniem i z uwagą śledzi wszelakie strony i profile, na których ewentualne może się pojawić. Każdy wynik testu (wykonywanego przez badaczy najczęściej nie w celach odkrycia prawdy, a potwierdzenia opinii swojej lub swojego klienta) w równie mocnym stopniu zmienia i determinuje jego światopogląd. W zeszłym tygodniu wykonywał z podopiecznym przysiady ze sztangą z przodu, bo przeczytał, że w największym stopniu ze wszystkich ćwiczeń aktywują prostowniki grzbietu. Kilku dni później zamienił je na martwy ciąg, by ostatecznie skończyć na planku. Zapytany, dlaczego jego sportowiec wykonuje dane ćwiczenie, odpowie: „Najnowsze badania pokazują, że…”. Jedyny mężczyzna, który stronę PubMed odwiedza częściej niż strony…no właśnie.

 

3. Trener ZSRR

Dla służby zdrowia zrobił nieporównywalnie więcej niż Jurek Owsiak. Ściślej rzecz ujmując, dla okolicznych ortopedów. Plan treningowy, który stosuje u swoich podopiecznych udało mu się uzyskać od dziadka ciotecznego od strony stryja, którego bratanek – dzisiaj już wyglądem przypominającego bardziej włoski orzech, niż greckiego boga – trenował podnoszenie ciężarów za wschodnią granicą 50 lat temu. Swoim podopiecznym każe skakać ze skrzyń ze sztangą na plecach, w przerwach pomiędzy wykonując PRy w przysiadzie. Niestety, zaopatrując się w plan treningowy zapomniał również zaopatrzyć się w charakterystyczny dla tamtego czasu i miejsca plan suplementacji, który był jego nieodłączną częścią. Dlatego średni staż treningowy jego podopiecznych to dwa tygodnie.

 

4. Trener Inspektor gadżet

Na zajęcia nie rusza się bez swojego iPada. Wnętrze sali, w której wykonuje trening do złudzenia przypomina wnętrze statku kosmicznego Enterprise; ilością lampek, światełek, fotokomórek, urządzeń do mierzenia mocy i elektroniki można by było wyposażyć niejeden Media Markt. Kieruje się zasadą- jeżeli wartość nie jest podana w watach, nie jest warta podawania. Gdyby pewnego dnia zabrakło na świecie prądu, poczekałby do końca żywota baterii w swoim laptopie, by następnie skoczyć z okna. Swoich podopiecznych traktuje niczym matematyczne równianie, z którym próbuje obejść się za pomocą wzoru. W związku z tym śpią w zegarkach monitorujących głębokość snu, a na boisku ich najmocniejszą stroną są nienagannie ułożone włosy.

Inspektor gadżet często jest weganinem, który nie wyobraża sobie wypicia swojego ulubionego latte z mlekiem innym, niż sojowe.

 

5. Trener Ekstraklasa

Zacięcie eksperymentalne to ostatnie, o co należałoby go posądzać. Nie chce mieszać sobie w głowie, dlatego nie odświeża wiedzy, którą zdobył za czasów Gierka. Najważniejszym celem, który przyświeca mu w pracy jest to, aby nie zostać zwolnionym oraz, aby pokaźna wypłata znajdowała się regularnie na koncie. Strach przed utratą pracy widoczny jest w ćwiczeniach, które wykonuje ze swoimi sportowcami – pod względem ryzyka i możliwości doznania podczas nich kontuzji plasują się gdzieś między walką na poduszki, a rozwiązywaniem krzyżówki. Natomiast pod względem zabezpieczenia przed przeciążeniami występującymi na boisku pomiędzy piciem herbaty, a obieraniem ziemniaków. W końcu jeżeli coś się stanie zawodnikowi na boisku, to łatwiej się tego wyprzeć, niż gdy złapie kontuzję na siłowni.

 

6. Trener Fanatyk Wzorców Ruchowych

Aktywuje każdy mięsień, który da się aktywować oraz mobilizuje każdy staw, który da się zmobilizować. Czasem na odwrót. Osobą z którą chciałby utknąć na bezludnej wyspie jest Kelly Starrett. Ten sam, którego w myślach przeprasza za każdym razem, kiedy krzywo usiądzie na krześle. Kiedyś o mało nie rozwiódł się z żona, gdy ta w intymnej sytuacji zbyt mocno pochyliła miednicę do przodu zaburzając w ten sposób naturalne krzywizny swojego kręgosłupa.

Jego sportowiec spędza 95% treningu leżąc na wałku, rozciągając z groźną miną gumy cieńsze od kartki papieru oraz przybierając pozy, których nie powstydziłaby się osoba anonsowana w cyrku jako „człowiek guma”. Pozostałe 5 procent treningu poświęcone jest na wykonanie ćwiczenia głównego. Najczęściej jednak już po jednym powtórzeniu okazuje się, że jest ono wykonane nieidealnie. Wtedy fanatyk uznaje, że należy wrócić do mobilizacji.

 

7. Trener Filozof / Teoretyk

Najcześciej magister. Rosnąca rzesza trenerów przygotowania motorycznego niezwykle go martwi. Obawia się bowiem, że nie zdoła wejść na każdy profil i wyrazić swojego niezadowolenia ze znajdujących się tam treści. Bazuje na wiedzy teoretycznej, której nigdy nie skonfrontował z rzeczywistością – nie miał okazji prowadzić żywego sportowca, tylko wyimaginowaną książkową postać. Jeżeli coś nie ma rzetelnej, naukowej podwaliny, według niego nie jest warte uwagi. Zdania wypływające z jego ust rozpoczynają się od „Nie masz racji” , „Bzdura” , „Moim zdaniem” i okazjonalnie „W książce było napisane inaczej”. Ma 35 lat i nadal mieszka u rodziców.

 

8. Trener Sezonowy

Przypomina trochę prostytutkę, która co tydzień ląduje w toalecie klubu z innym mężczyzną.  Zamiast skomponować własną filozofię, poddaje się całkowicie panującej modzie. W jednym roku wszyscy jego sportowcy wykonują trening kettlebells w maskach, w kolejnym oplatają się jak motyle w TRXy, a w następnym wykonują ćwiczenia kalisteniczne. Z każdą zmianą systemu i przyrządów jest przekonany, że jest to odkrycie rewolucjonizujące świat sportu. Dyplomy otrzymane po ukończeniu kolejnych bezwartościowych kursów podbudowują jego ego, bardziej, niż sportowy samochód borykającego się z problemami z potencją mężczyznę w średnim wieku.

 

9. Trener Kopiuj / Wklej

Nie analizuje, nie wgłębia się, nie myśli. Jeżeli gdzieś na świece trener prezentującego wysoki poziom zawodnika (drużyny) wykona z nim jakieś niekonwencjonalne i najczęściej idiotyczne ćwiczenie, „trener kopiuj/wklej” na następny dzień zaaplikuje to samo swoim podopiecznym. Wychodzi z błędnego założenia, że skoro zawodnik x jest na wysokim poziomie i tak trenuje, to jego zawodnicy również osiągną ten pułap dzięki tym samym metodom. Zapomina jednak, że wybitni zawodnicy mają wiele predyspozycji, które pozwalają im osiągać niebotyczny poziom, bez względu na zastosowaną metodę treningową i najcześciej bywa tak, że osiągają sukcesy nie dzięki treningowi, a pomimo jego. A że zawodnicy „trenera kopiuj/wklej” są skromnie obdarowani przez matkę naturę, trening na nich zwyczajnie nie działa.

 

10. Trener Używający Mózgu

Typ rzadko spotykany. Jako jedyny spośród pozostałych zasługuje na miano trenera przygotowania motorycznego. Często popełnia błędy, jednak traktuje je jako naukę i narzędzie do dalszej pracy. Wszystkie mody, przyrządy, teorie i badania filtruje przez siebie i – do swojej filozofii cechującej się twardymi podwalinami – wyciąga to, co uważa za najbardziej przydatne. Szkoli się nie dla kawałka papieru, tylko dla wiedzy. Traktuje swoją pracę jak misję, a nie jak przykry obowiązek.

Szuka doświadczenia tam, gdzie jest to możliwe, bowiem wie, że wiedzy książkowej nie tylko trzeba się nauczyć, ale i skonfrontować ją z rzeczywistością. Ma zaplanowany cały proces treningowy, ale wie, że na koniec dnia jest to tylko kawałek papieru. Papieru, który dotyczy żywej istoty – kłócącej się, uprawiającej seks, imprezującej, smutnej, wesołej, przeżywającej żałoby, wesela i narodziny dzieci.

Nie wstydzi się poprosić o radę i skonfrontować swoich poglądów z innymi.
I co najważniejsze – przynajmniej od czasu do czasu próbuje użyć swojego mózgu.